Na zewnątrz 150 C. Staję przed drzwiami plebani parafii MB Saletyńskiej we Włochach, pomimo mrozu drzwi są uchylone,
po prawej stronie tabliczka Caritas: dyżury - czwartki, godzina 1000 - 1200, piątki 1700 - 1900. Wchodzę do holu plebani, w zaimprowizowanej poczekalni, w cieple czeka liczna grupa ludzi. Na moje pytanie,
czy w taki mróz Caritas dyżuruje, odpowiadają uśmiechem i skinieniem głowy. Bez pukania wchodzę do pomieszczenia, nikt na mnie nie krzyczy. Zza biurka i stosu dokumentów wita mnie ciepły głos Krysi (Krystyna
Alberska - szefowa Caritas), obok jak mróweczki uwijają się Ania Janczewska i Teresa Mikulska. Widzę, że mają pełne ręce pracy, a ja czuję, że przeszkadzam. Moja wizyta jest niezapowiedziana, przemykam
więc dalej. Kolejne pomieszczenie wypełnione jest szafami, lodówkami, kartonami różnych rozmiarów. Każdy element w tym pokoju ma swój numer, panuje tu idealny porządek. Widać w tym wszystkim kobiecą
rękę. Dlatego cieszę się, kiedy obok dwóch Dorotek (Dorota Ziółkowska i Dorota Zbyszyńska) napotykam dźwigającego ciężkie pudła Krzysztofa Urbańskiego . Wszyscy są czymś zajęci, a mimo to dostaję kubek
gorącej kawy od Krysi Nowackiej, a na osłodę od Ewy Łęckiej uśmiech i krótkie, choć zdecydowane: "Na razie nie przeszkadzaj." Ok. godziny 2200 kolejka w poczekalni stopniała, a ja mogę zamienić kilka słów z
paniami i ich rodzynkiem. Widzę, że wszyscy mimo zmęczenia i późnej pory wesoło żartują i okazują mi serdeczność, a przecież na co dzień mają jeszcze swoje własne problemy związane z rodziną i pracą
zawodową. Działalność w "Caritas" to dla nich służba bliźniemu, której poświęcają większość swojego wolnego czasu, chociaż, jak twierdzą, nigdy kosztem swojej własnej rodziny. Dyrektorem "Caritas" przy
parafii MB Saletyńskiej jest jej proboszcz, ks.ms Andrzej Szklarski, który pomimo swoich rozlicznych obowiązków ma zawsze czas, aby wspierać swoje wolontariuszki w ich dziele. A dzieło to nie małe, bo tylko
w jednym 2002 roku przygotowały własnoręcznie i wydały w okresie świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia 200 paczek żywnościowych. Nie posiadają stałej dotacji, a jedynie pieniądze uzyskane z kwesty, którą
prowadzą raz w miesiącu pod kościołem. Na same tylko leki dla osób chorych, których nie było stać na realizację recept wydano w tym roku 11.720 złotych. Z tej samej kwesty, systematycznie, co miesiąc
wypłacają po 100 zł w formie stypendiów dwójce dzieci, z najuboższych rodzin, oraz refundują obiady trójce innych. Dzięki letniej akcji dziewiętnaścioro dzieci skorzystało z możliwości wyjazdu i wypoczynku
wakacyjnego. Systematycznie wydają opracowane przez siebie bony żywnościowe. Raz w miesiącu rozdzielana jest żywność i środki czystości pochodzące ze zbiórek i darów parafian. Pośród zgłaszających się po
pomoc są też i tacy, którzy na skutek sytuacji, w jakiej się znaleźli, potrzebują fachowej opieki psychologa. Społecznie takiej pomocy stale udzielają pani Lidia Piotrowska - psycholog dziecięcy i Basia
Tkaczyk - studentka V roku psychologii, zainteresowana problemami uzależnień. Ze wzruszeniem słuchałem tej relacji, bo przecież ten zaledwie ośmioosobowy "oddział", złożony w większości delikatnych dam,
wykonuje kawał naprawdę wielkiej roboty. Chociaż, jak same podkreślają, nie byłoby to możliwe, gdyby nie dobra wola parafian i firm, które składają swoje darowizny. Ale jak zawsze skromnie mówią, że wciąż
potrzeba więcej, a o sponsorów coraz trudniej. Dlatego zapraszają wszystkich chętnych do współpracy i dzielenia się dobrem z innymi do "Caritas" przy parafii MB Saletyńskiej, adres: Warszawa ul. Popularna 46
i jednocześnie zgłaszam tą organizację do konkursu "Dla Dobra Wspólnego". Juliusz Kostrzewski |