Pojawiające się okresowo nad naszym bagienkiem bąble gazów trujących z zamierzchłych czasów PRL poruszają tę część naszych dusz, która zazwyczaj pozostaje w uśpieniu.
Na przykład pewna pani ogłosiła, że ma zamiar pozwać IPN do sądu za zbrukanie jej dobrego imienia, które znalazło się na tzw.
liście Wildsteina.
Pani ta wyraziła swego czasu chęć wydawania czasopisma "Zły", specjalizującego się w publikowaniu fotografii krwawych szczątków ofiar zbrodni, co okazało się w Polsce niemożliwe.
Zawsze byłam ciekawa, czym można obrazić osobę, która chciała publikować takie czasopismo.
Teraz znam odpowiedź - jest to podejrzenie o bycie tw.
Jakże nas ta PRL pokiereszowała psychicznie.
Doskonale rozumiem Jadwigę Staniszkis, której pierwszym odruchem na wieść, że znajduje się na niesławnej liście, była chęć wytłumaczenia się przed dziennikarzem, paniczne szukanie dowodów na to, czego nie zrobiła.
Każdy, kto miał do czynienia z tzw.
organami, doskonale zna to poczucie winy, jakie potrafiły one wzbudzać w niewinnych ludziach.
|
|
Wiele osób, dawniej aktywnych w podziemiu, ma w sobie do dzisiaj gotowość do tłumaczenia się z najbardziej absurdalnych zarzutów.
Wykorzystał to redaktor Jacek Żakowski, któremu udało się wykonać kosztem prof.
Staniszkis spektakularne reality show.
Moje gratulacje, panie redaktorze, audycja była sensacyjna.
Tylko proszę się powstrzymać od etycznych ocen kolegów dziennikarzy.
W najlepszej formie wyszli z PRL jej etatowi funkcjonariusze.
Mają długą praktykę w manipulacji frajerami, obce jest im poczucie winy, czyli posiadają wszystkie cechy, niezbędne do osiągnięcia sukcesu w gospodarce rynkowej.
Na dodatek oni wiedzą dużo więcej o nas, aniżeli my o nich.
Czasem w akcie desperacji ktoś próbuje odwrócić tę szachownicę i w ten sposób rozumiem uczynek Bronisława Wildsteina.
Niestety, efekt opublikowania jego listy jest groteskowy.
Porządni ludzie ustawiają się w długich kolejkach do IPN po świadectwa moralności, a łajdakom i tak nic nie grozi.
To się prosi o następną sztukę Sławomira Mrożka.
Wisła Surażska
|