|
- Gdyby nie "rewolucja kulturalna" ochockich decydentów, to w maju tego roku bylibyśmy uczestnikami jubileuszowych, bo już dziesiątych, spotkań z Mironem Białoszewskim na ulicy Tarczyńskiej - z Haliną Gąsiorowską, byłą szefową ochockiego wydziału kultury, współtwórczynią "Mironaliów", rozmawia Anna Zbytniewska.
Czy przyjdzie nam pogodzić się z faktem zaprzepaszczenia imprezy, którą kreowało tylu światłych ludzi ze świata kultury i sztuki, czy też znalazła pani lekarstwo zdolne przywrócić "Mironalia" ?
Z grupą ludzi pracujących w kulturze założyłam Fundację "Sztuka Życia".
Pytana wielokrotnie o losy "Mironaliów", po naradzie z kilkoma członkami Areopagu, pełniącego funkcję Rady Programowej dotychczasowych edycji "Mironaliów", podjęłam próbę reaktywowania imprezy.
Fundacja wystąpiła o wsparcie finansowe do Urzędu Miasta Stołecznego oraz Marszałka Urzędu Województwa Mazowieckiego.
Jeżeli pozyskamy z tych źródeł pieniądze, wystąpimy do Ośrodka Kultury Ochoty o współpracę.
O ile wiem, Komisja Kultury Rady Dzielnicy Ochota wykreśliła z kalendarza imprez "Mironalia".
Obawiam się... oporu ze strony dyrekcji OKO.
A ja myślę, że odwołując się do wieloletniego dobrego obyczaju Ośrodek Kultury Ochoty użyczy nieodpłatnie niezbędnych elementów infrastruktury do tej imprezy, tj. estrady, stołów, krzeseł, aparatury nagłośnieniowej, blejtramów itp.,
nie ponosząc przy tym kosztów finansowych.
Utarło się, że "Mironalia" zjadały znakomitą większość środków finansowych przeznaczanych na działalność kulturalną Ochoty.
A ja myślę, że Rada Dzielnicy, a szczególnie niektórzy członkowie komisji kultury, mają mylne wyobrażenie na ten temat.
Zatem proszę powiedzieć, ile w obiegowej kwocie 100 tysięcy złotych, jakie składały się na koszty imprezy, było zazwyczaj ze środków dzielnicy?
W różnych latach koszty "Mironaliów" kształtowały się od 60 do 120 tysięcy złotych.
Z reguły ze środków dzielnicy była to kwota 30 tysięcy złotych.
Resztę pozyskiwano w różnych latach z różnych źródeł - był to m.in.
Fundusz Animacji Kultury Miasta, grant Ministerstwa Kultury i fundusze Unii Europejskiej.
Aby zdobyć te środki, trzeba było przedstawić wartościowy projekt i wygrać konkurs ofert.
Byli też sponsorzy, np. Radio Wawa, Tygodnik "Polityka".
Czy warto na jedną kameralną imprezę angażować tyle pieniędzy? Michał Laszczkowski, przewodniczący Komisji Kultury Rady Dzielnicy Ochoty w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 3 czerwca 2004 roku przyznał, że impreza nie podobała mu się, chociaż wydano w 2003 roku 75 000 zł i przyszło na nią 4 000 osób.
Pozwolił sobie na dywagację - gdyby każdemu z nich dać te pieniądze do ręki, to miałby dwa bilety do filharmonii lub butelkę wódki.
"Mironalia" to nie jedna, a właściwie kilkanaście kameralnych imprez - niektóre prezentacje trwają 15 minut, najdłuższe - 1,5 godz. Odbywają się równocześnie na wolnym powietrzu w kilku podwórkach, bramach i na ulicy oraz we wnętrzach kwiaciarni, kawiarni, księgarni i kilku galeriach działających przy ulicy Tarczyńskiej.
Całość trwa siedem godzin, zawsze w niedzielę, bez względu na pogodę . Jednorazowo gromadzi się 30 - 150 osób, w ciągu słonecznej niedzieli przewija się od 2 500 do 4000 osób.
A co do wódki - to już z wywiadu Wandy Chotomskiej, udzielonego "Gazecie Stołecznej" dnia 19/20 lutego tego roku, wynika jej specyficzna rola.
|
|

Jeden z "tutejszych" bywalców "Mironaliów" poprosił ją "na intymność", w czasie której zaproponował jej łyk z gwinta w trosce: " ...ale
jeszcze pani nam tu zmarznie".
Wybitna pisarka zareagowała integracyjnie: "...jakie
to było miłe..."
Co w takim razie składa się na koszty takiego kulturalnego wydarzenia?
Głównie to aranżacja związana z infrastrukturą.
Są to estrady, stoły, setki krzeseł, parasole, kilka stanowisk nagłośnieniowych, ich transport i oczywiście sprawy wydawnicze nierozerwalnie związane z "Mironaliami": afisz, katalogi wystaw oraz najważniejsze - biuletyn dokumentujący "Mironalia", dla wielu młodych twórców szansa na debiut oraz tomik poetycki z cyklu "Debiuty spóźnione".
W tym roku planujemy wydać wiersze i piosenki Bogusława Choińskiego, zmarłego w 1976 roku scenografa i aktora, który do "Teatru na Tarczyńskiej" dojeżdżał z Zielonki.
W każdej imprezie brało udział kilkudziesięciu wykonawców, najczęściej znanych polskich twórców.
Ich honoraria były zawsze symboliczne.
Uff, odetchnęłam z ulgą, bo wynika z tego, że za 30 tysięcy złotych dzielnica, a przede wszystkim mieszkańcy Ochoty mogli uczestniczyć w imprezie promującej twórczość z wyższej półki.
Tak, jest to oferta zarówno dla wyrafinowanych koneserów, młodzieży artystycznej, młodych i starszych konsumentów wydarzeń kulturalnych łaknących osobistego kontaktu z twórcami oraz dla zwykłych gapiów.
Dla tych, co specjalnie przyjechali z innych miast, warszawiaków, właścicieli, klientów i bywalców galerii oraz mieszkańców ulicy Tarczyńskiej.
I tak "Marek Hłasko - bunt pokolenia" ściągnął publiczność aż ze Śląska.
Atrakcyjność imprezy polega również na jej ludycznym charakterze.
Organizowana w centrum Warszawy jest łatwo dostępna - można na nią dojechać tramwajem, dojść pieszo, obejrzeć ją z okna.
Może to być też sposób na weekend dla całej rodziny.
A zatem Tarczyńska ku Wyżynom!
Rzeczywiście, "Mironalia" były częścią dzielnicowego projektu "Tarczyńska ku Wyżynom!", który planował stopniowe przeobrażanie ul. Tarczyńskiej w kulturalny deptak Ochoty, jedno z kultowych, magicznych miejsc Warszawy.
Efektami realizacji tego projektu są stylizowane latarnie, galerie:" Na Tarczyńskiej", "Filtry", "Myśliwska", Księgarnia Hiszpańska i Kawiarnia "Bugatti".
Hola, hola, proszę nie gubić samego patrona "Mironaliów" - Białoszewskiego.
Wszak spogląda na nas z reliefu przy ulicy Tarczyńskiej 11.
Zgadza się, właśnie tutaj założyciel i twórca działającego w latach1954 - 58 awangardowego "Teatru na Tarczyńskiej"- pierwszy w Polsce prywatny teatr nigdy oficjalnie nie zarejestrowany, ale znany w Polsce i Europie - nie podporządkował się cenzurze.
Był niezależny twórczo od obowiązującego modelu socrealistycznego, był również wolny - i to jawnie - obyczajowo.
A co Areopag "Mironaliów" propunuje w tym roku? Wróble ćwierkają, że Miasto przewiduje wsparcie finansowe.
Mam wielką nadzieję.
Liczę również na Urząd Marszałkowski.
W tym roku "Mironalia" mają m.in.
pokazać Mirona Białoszewskiego jako Wielkiego Outsaidera oraz jako artystę tworzącego tożsamość lokalną warszawiaków oraz mieszkańców miasteczek i miast Mazowsza poprzez upowszechnienie ich miejsca w twórczości poety (np.
Garwolin - "miasto wieczne", Otwock - "Otwockarium" i "Otwockanoc", itd.)
oraz pokazać , że młodzi twórcy Warszawy i Mazowsza wcale nie muszą być nieobecni we współczesnym życiu kulturalnym, a nasze dzieci równie dobrze mogą znać i kochać Harry´ego Pottera czy Shreka, jak bohaterów książek Ewy Szelburg-Zarębiny, Hanny Januszewskiej, Henryka Chmielewskiego czy Wandy Chotomskiej.
A obok wystaw (m.in.
Sławomira Pacewicza) muzyka wyczarowana przez publiczność "Mironaliów" z oryginalnych i zrekonstruowanych starych polskich instrumentów ze zbiorów Antoniego Kani z Galerii Instrumentów Folkowych w Grodzisku Mazowieckim.
Dziękując za tak obszerną wypowiedź, pozostaję w przekonaniu, że "Sztuka Życia", jaką Fundacja przyjęła za swój znak firmowy przełoży się na sukces, którym będzie powrót "Mironaliów" na Tarczyńską.
Stąd już krok - chociaż byliśmy pierwsi - by wzorem Rady Dzielnicy Praga Południe nadać "Tarczyńskiej" rangę i klimat podobny do planowanej "Francuskiej".
|