Rzym - stolica wielkiego imperium i stolica chrześcijaństwa.
Te dwa miasta przenikają się i obecnie trudno rozdzielić jedno od drugiego.
Na wspaniałych rzymskich kolumnach stoją posągi świętych - na kolumnie Trajana widzimy Świętego Piotra, a kolumnę Aureliusza wieńczy figura Świętego Pawła.
Z najwspanialszych osiągnięć architektury starożytnej najlepiej przetrwały te, które uznano za chrześcijańskie miejsca kultu lub męczeństwa.
Tak ocalał Panteon i jego wspaniała kopuła z okulusem (otworem o średnicy 9 metrów), przez który od wieków pada na wiernych różnych religii światło słoneczne.
Miałam niepowtarzalną okazję spędzić z synem tydzień ferii w tym wspaniałym mieście.
Mieszkaliśmy u Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w samym sercu starego Rzymu.
Zwiedzaliśmy więc większość zabytków w pieszych wycieczkach i prawie wszędzie towarzyszył nam widok Koloseum.
Chociaż jego głęboką dewastację powstrzymał dopiero papież Benedykt w wieku osiemnastym (poświęcił stary amfiteatr kultowi Drogi Krzyżowej), to majestat największej budowli starożytnej Romy czyni na każdym ogromne wrażenie.
Większe chyba niż Forum Romanum i Palatyn, gdzie tylko wyobraźnia pomaga odtworzyć ogrom i wspaniałość istniejących niegdyś budowli.
Dla mnie Rzym cezarów i Rzym chrześcijan nie kłóciły się, a raczej przenikały.
Nie przeszkadzało mi, że największą atrakcją prześlicznego kościoła średniowiecznego Santa Maria in Cosmedin są "usta prawdy" - kamienna twarz boga morza Oceanusa, niegdyś pokrywa na rzymską rynnę.
(Legenda głosi, że gdy do otwartych ust rękę włoży kłamca, kamienne szczęki mogą zacisnąć się.)
Przeszkadzał mi natomiast Rzym współczesny - szeroka ulica Fori Imperiali bezlitośnie przecinająca ruiny Forów.
Przeszkadzały mi setki samochodów, motorów i skuterów bezlitośnie okadzających wspaniałe zabytki, podjeżdżających nieraz dosłownie na stopnie kościołów.
Niesmak budziły ohydne graffiti i plakaty szpecące fasady starych budowli.
|
|


Nie ma chyba ulicy starego Rzymu, przy której nie wznosiłby się kościół.
Odwiedziliśmy kilkanaście - wspaniałe słynne bazyliki, przebogate w arcydzieła sztuki i przechowujące święte relikwie, poprzez kościoły mniej znane, ale świadczące o historii chrześcijaństwa i zwykłe kościoły parafialne, które wydały nam się bardziej "swojskie" i skłaniające ku modlitwie.
Myślę, że osobie wierzącej relikwie nie są potrzebne do utwierdzania się w wierze, ale przyciągają i pielgrzymów, i turystów.
Z ciekawością obejrzeliśmy grób św. Piotra w Bazylice jego imienia, ale większe wrażenie czyniła "Pieta" Michała Anioła.
Nic natomiast nie mogło równać się z przeżyciem, jakim była modlitwa na "Anioł Pański".
Już samo oczekiwanie, wśród rosnącego z minuty na minutę tłumu ludzi różnych narodowości (i pewnie różnych wyznań), na to, czy Ojciec Święty pojawi się w watykańskim oknie, uświadamiało, że jest to dzień i chwila najważniejsze z całego pobytu, że bez tego zbledną wspaniałości i rzymskie i chrześcijańskie.
W niedzielę 20 lutego Ojciec Święty modlił się z nami ze swego okna, a na koniec usłyszeliśmy tradycyjne już słowa.
"Pozdrawiam moich rodaków.
Szczęść wam Boże".
Małgorzata Rojek
|