Ostatnia strona Następna strona str 11 str 11 Poprzednia strona Strona główna  INFORMATOR- 452/2005
 
LISTY DO REDAKCJI
Szanowny Panie Redaktorze - Radny!
Jeszcze raz postanowiłam zwrócić się do Pana imiennie, może teraz przy nowej władzy, a właściwie dwuwładzy (burmistrz plus reprezentant prezydenta Kaczyńskiego) może coś się wreszcie dobrego zdarzy i w dzielnicy, dlatego też pozwalam sobie po raz kolejny prosić o interwencję.
  1. Przywrócenie świateł i przejścia "górą" na przystanek tramwajowy na wiadukcie. Zainstalowanie tego "cudu" techniki w postaci wind nie zdało egzaminu, windy są beznadziejne i już zdewastowane, a więc mało (lub wcale)używane. Ludzie klną i chodzą po schodach lub jadą do ul. Lechickiej (także ze względów bezpieczeństwa).
  2. Uruchomienie sensownej komunikacji autobusowej, 1,5 autobusowej linii to po prostu kpiny. Autobus 128 mógłby kursować każdego dnia i przez cały dzień korzystając z krótkiego postoju w zatoczce przy ul. Lechickiej w godzinach wieczornych sobotę i niedzielę. Nie mogę zrozumieć, czemu 3 tramwaje jadą przez most Poniatowskiego, chyba że chodzi o ten koszmar zwany szumnie "Jarmark Europa" - tylko dla kogo? Proszę zobaczyć, jakie i ile połączeń tramwajowo - autobusowych + metro mają inne dzielnice Warszawy, a my co? - głucha prowincja?
  3. Właściwe zagospodarowanie tego niezbyt funkcjonalnego budynku przy ul. 1 Sierpnia. Puste hole i korytarze aż się proszą o jakiś automat z napojami i drobnymi słodyczami choćby dla licznych dzieci, a i mamy też "ludzie" i chętnie napiłyby się kawy czy herbaty przy 2-3 stoliczkach w holu. No a przychodnia zdrowia to już naprawdę horror - na wizytę do lekarza trzeba czekać około 3 tygodni, bo są przeważnie dwie panie lekarki tzw. pierwszego kontaktu i chyba na niepełnych etatach. Od kilku tygodni brak lekarza ortopedy - fizykoterapeuty, a przecież jest nieźle wyposażony gabinet fizykoterapii - same przemiłe panie z obsługi to naprawdę zbyt mało, potrzebni są lekarze i pacjenci, co równałoby się z obniżeniem podobno b. wysokich kosztów, nie mówiąc już o zadowoleniu mieszkańców - pacjentów.
  4. Sprzątanie terenu i konserwacja (pożal się Boże) zieleni, którymi zajmują się "firmy" kontraktowane przez ZBK-i, które ostatnio zmieniły nazwę, ale nie mentalność i jakość pracy. Chyba tylko ZBK widzi sens zlecania prac porządkowych "firmie", zamiast zapłacić dozorcom, którzy robili to dobrze i we właściwym czasie (np. sprzątanie śniegu bezpośrednio po opadach, a nie tak jak teraz po 24 lub 48 godzinach i to wybiórczo, tu kawałek, a reszta nie odśnieżona). A może w ten sposób ZBK pragnie potwierdzić sens swojego istnienia? W każdym razie - marne sprzątanie i marna zieleń. Kiedyś się mówiło: jaki pan, taki kram.
  5. Następnie duży kamień, a raczej głaz do ogródka władz dzielnicy. Czy to w ramach realizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i w trosce o bezpieczeństwo mieszkańców w lokalu po sklepie rybnym w pawilonie przy al. Krakowskiej ma być uruchomiony "salon" automatów do gry, tzw. "jednorękich bandytów", w dodatku z pełnym wyszynkiem? Byłby to już trzeci punkt sprzedaży alkoholu w tym pawilonie, a czwarty w promieniu 40 metrów, bo po drugiej stronie ulicy 1 Sierpnia w dużym sklepie jest także dobrze zaopatrzone stoisko z alkoholem. Ten "salon" będzie się znajdował w odległości kilkunastu metrów od przystanku autobusowego, gdzie już dziś gromadzą się amatorzy piwka i nie tylko, a krzaczki obok stanowią bezpłatny szalet i śmietnik. A może by tak aptekę? Na ul. Grójeckiej apteki są i co kilkanaście metrów, i świetnie prosperują, a u nas mamy dwie apteki usytuowane w głębi osiedlowych zakamarków. Mała apteka z miłą obsługą byłaby błogosławieństwem dla ludzi starszych i nie tylko. Kładę Panu na serce tę propozycję i całe to alkoholowe szaleństwo.
Z życzeniami zdrowia i wszystkiego dobrego -
Wiesława Mulik


SZANOWNA PANI !

Na temat pracy Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami "Włochy" (dawne ZBK) wypowiadałem się na łamach naszej gazety wielokrotnie, jak też i podejmowałem szereg interwencji w ramach wykonywanej funkcji radnego dzielnicy.
Z tego, co mi wiadomo, m.in. skutkiem tych działań było rozwiązanie przez ZBK umowy z firmą sprzątającą, która w ub. roku nie wywiązywała się należycie z powierzonych zadań.
W chwili obecnej zatrudnieni na umowę - zlecenie pracownicy, mimo widocznego zaangażowania się w pracę, nie są w stanie sprostać zadaniom, jakie stawia im choćby zimowa aura. Jest ich po prostu za mało (5 ludzi na rejon 1 Sierpnia i osiedla przy Astronautów). Podzielam zdanie wszystkich wspólnot mieszkaniowych, które słusznie postulują o przekazanie funduszy na sprzątanie, aby te prace mogli wykonywać zatrudnieni przez wspólnoty dozorcy. Wtedy też sens by miało zatrudnienie kilku ludzi w ramach prac zleconych, jako uzupełnienie dla pracy dozorców w przypadku ich choroby lub urlopu. Myślę, że dyrektor ZGN "Włochy" - Jerzy Durka pomału "dojrzewa" do tej koncepcji i tylko kwestią czasu jest unormowanie tego problemu zgodnie z wolą mieszkańców. Zarządy wspólnot mieszkaniowych poruszały ten temat podczas dwukrotnych spotkań (styczeń i luty br.) z pełnomocnikiem Prezydenta Warszawy dla urzędu Dzielnicy Włochy - panem Dariuszem Seligą. Także i w trakcie tych samych spotkań pan Seliga został poinformowany o tematach, które opisuje Pani w swoim liście, jak choćby sposób na zagospodarowanie lokalu po sklepie rybnym i problem związany z brakiem oznakowanego przejścia dla pieszych na wiadukcie.
To, że osiedle przy ul. 1 Sierpnia jest słabo skomunikowane, wiadomym jest wszystkim od dawna. Szkoda tylko, że w ślad za tym nie idą spójne działania instytucji władnych cokolwiek temu zaradzić. Od prawie dwóch lat radni i mieszkańcy postulują o remont ul. 1 Sierpnia, jednak nikt się tym raczej specjalnie nie przejmuje, co widać choćby po licznych dziurach w ulicy.
List Pani przekażę władzom dzielnicy z prośbą o rozważenie zawartych w nim sugestii i udzielenie pisemnej odpowiedzi, o czym niezwłocznie Panią zawiadomię.
Pozdrawiam.
Dariusz Kałwajtys
 

Szanowna Redakcjo,
Kupując wędliny w stoisku usytuowanym w głębi hali spożywczej przy ul. Grójeckiej (róg Banacha), ujrzałam wiszące nad tym stoiskiem trzy duże plansze reklamowe z następującymi napisami:
"Szynka jak za Gierka",
"Kiełbasa serdelowa jak za Gierka",
"Kiełbasa krakowska jak za Gierka".

Najpierw nie wierzyłam własnym oczom, ale gdy napisy okazały się jak najbardziej rzeczywiste, postanowiłam zareagować. Podjęłam dyskurs z przedstawicielką kierownictwa hali, p. Ewą Łoskot. Powiedziałam, że nie życzę sobie, by przy okazji kupna kiełbasy ktoś mnie zmuszał do oglądania kłamliwej propagandy w stylu PRL. Na co p. Łoskot oznajmiła, że jestem wyjątkiem, bo poza mną wszyscy taką reklamę aprobują, to znaczy uważają, że za Gierka zaopatrzenie w wędliny stało na najwyższym poziomie. Nie wiedziałam w tym momencie, czy śmiać się, czy też potraktować poważnie tę zadziwiającą wypowiedź. Stanowisko p. Łoskot może bowiem wynikać z dwóch przyczyn: 1/ całkowitej nieznajomości realiów PRL, 2/ celowej akcji dezinformowania o tych realiach.
Ponieważ p. Łoskot jest w tym wieku, że chyba powinna pamiętać PRL, muszę ją podejrzewać raczej o to drugie.
Są jednak ludzie młodzi, którzy mogą nie wiedzieć, jak przedstawiało się zaopatrzenie w wędliny (i nie tylko w wędliny!) za Gierka. Otóż, wyboru wędlin w ogóle nie było. Nie tylko dlatego, że produkowano zaledwie kilka "żelaznych gatunków" i to miernej jakości, ale przede wszystkim dlatego, że trzeba było łapać to, co akurat do sklepu "rzucono". Oczywiście, o ile klientowi, traktowanemu jak intruz, udało się dotrzeć do lady po parogodzinnym staniu w kolejce. Dla porządku należy dodać, że w ramach "socjalistycznej równości" istniały wówczas także specjalne, lepiej zaopatrzone sklepy "za żółtymi firankami", do których normalny człowiek nie miał wstępu, bo obsługiwały tylko prominentów.
Aby sprawdzić, czy ktoś podziela moje zdanie, spytałam znajomych, co znaczyłoby dla nich określenie "szynka jak za Gierka". Odpowiedzi były następujące: "byle jak" i "nieobecna". Współczuję zatem tym, którzy w hali na Banacha wymyślili hasła reklamowe, będące w istocie antyreklamą.

Zofia Kozłowska

Szanowna Redakcjo!

Moje uwagi i refleksje dotyczące stanu Barykady Września spotkały się z nieuzasadnionymi sformułowaniami. Otóż, nie był to pomysł "otynkowania pomnika", jak napisano, choć jego wygląd na to wskazuje, jakby był otynkowany. Podkreślam, że "surowość tego pomnika" a odświętny wygląd tego historycznego miejsca to problem inny, bardzo aktualny, i na to zwróciłem uwagę. Z zainteresowaniem poznałbym koncepcję artysty, projektanta Barykady, dotyczącą tego dzieła. Rozumiem, że Urząd Dzielnicy musi przekonsultować to z artystą, na co się powołuje, zastanawiam się zatem, czy odpowiada Mu upstrzenie masywu Barykady tabliczkami różnego kształtu i koloru (białe plastikowe i żółte meblowe). Oznacza to, że brak było określonej koncepcji dotyczącej ich umieszczania. Czy w efekcie dało to estetyczny wygląd?
Centralna część masywu Barykady znajduje się między ruchliwymi jezdniami ul. Grójeckiej, co stwarza wysoki stopień zagrożenia ujemnym wpływem spalin. Przez takie usytuowanie jest ona niedostępna dla tych, którzy, zwiedzając, chcieliby zapoznać się z treścią tych tabliczek. Trudno bowiem wyobrazić sobie usytuowanie w tym miejscu na jezdni pasów, które umożliwiłyby przejście do pomnika. A zatem?
To dobrze, że "Na bieżąco usuwane są wszelkie uszkodzenia powstające w okolicach Barykady, np. połamane słupki". Wymieniono je - przypuszczam - dzięki zamieszczonemu zdjęciu takich słupków w "Informatorze".


Chodzi jednak nie tylko o "okolice Barykady", ale przede wszystkim o same masywy pomnika, bo "jego gruntowy remont", zaledwie kilka lat temu, jest mało widoczny - z całym szacunkiem dla sponsora - bo już przejeżdżającemu tramwajem rzucają się w oczy usterki i popękania.
Kończąc - podkreślam, że co innego "surowość" pomnika, a czym innym jest koncepcja zadbania, wyglądu i funkcjonowania - celu, jakiemu ma służyć, łącznie z odpowiednim działaniem straży miejskiej w tym zakresie.
SEM
zobacz najnowszy numer | zobacz numery archiwalne